Mam głupi moment i już sama nie wiem, czy lepiej napisać za wcześnie, czy siedzieć cicho. Mam podpisaną ugodę, rata wypada za dwa dni. Do tej pory płaciłam normalnie, czasem dosłownie na styk, ale bez opóźnień. Wczoraj córka przyniosła ze szkoły kartkę o wycieczce. Termin wpłaty jest prawie od razu, bo podobno muszą potwierdzić autokar i miejsca. To nie jest żaden luksus, bardziej taka zwykła szkolna sprawa, na którą ona bardzo czeka. Tylko że jak zapłacę całą ratę ugody, to na szkołę zabraknie. Jak zapłacę szkołę, to rata ugody pójdzie tylko w części, a resztę mogłabym dopłacić po kilku dniach. Nie chcę robić z wierzyciela wroga ani opisywać mu życia rodzinnego, ale boję się, że częściowa wpłata bez słowa będzie wyglądała jak lekceważenie ugody. Pisaliście w takich sytuacjach od razu, zanim minął termin, czy najpierw puszczaliście tyle, ile się dało?