Od maja ciągnie mi się odszkodowanie za uprawę po gradzie. Rzeczoznawca był, zdjęcia dosłane, a w zeszłym tygodniu ktoś z ubezpieczalni powiedział mi przez telefon, że sprawa jest już prawie gotowa do wypłaty. Tyle że na koncie dalej pusto i żadnego pisma z datą też nie mam. Przez to mam problem z ratą ugody. Już raz za szybko powiedziałem wierzycielowi, że zapłacę po przelewie z ubezpieczenia, a potem termin się rozjechał. Teraz pani przez telefon naciska, żebym podał konkretną datę. Coś małego mogę wpłacić, ale całości bez tego odszkodowania nie złożę. Jak to ugryźć, żeby nie wyglądało, że znowu odsuwam temat? Podać ten orientacyjny termin z rozmowy, czy lepiej napisać wprost, że czekam na decyzję i odezwę się, jak będzie coś pewnego?