Mam małą firmę usługową i auto w leasingu. Bez niego niby da się coś zrobić, ale w praktyce większość zleceń odpada, bo wożę nim sprzęt i jeżdżę do klientów. Przez słabsze dwa miesiące oraz jedną fakturę, która weszła dużo po terminie, rozjechały mi się raty. Najpierw były telefony, potem pisma z windykacji, a teraz dostałem informację, że umowa jest wypowiedziana. Nie chcę tu podawać nazwy leasingu ani kwot co do złotówki. Chodzi mi bardziej o to, czy ktoś z was był już po takim piśmie i jeszcze udało mu się dogadać. Czy leasing w ogóle rozmawia wtedy o wpłacie części zaległości i powrocie do rat, czy raczej trzeba się szykować na oddanie auta? Najbardziej boję się sytuacji, że wyskrobię ostatnie pieniądze, wpłacę coś na szybko, a i tak niczego to nie cofnie.