Nie wiem, czy dobrze to opiszę, bo to chyba bardziej domowy temat niż samo liczenie długu. Od paru tygodni zbieram wszystko z maili, historii banku i starych notatek. Wychodzi mi około 28 tysięcy, ale dalej mam obawę, że coś pominęłam, bo część spraw ma inne nazwy niż pamiętałam. Mąż wie, że z pieniędzmi jest słabiej, ale nie wie, że skala jest taka i że ja tyle czasu odwlekałam rozmowę. Boję się powiedzieć, zanim będę miała gotowy plan, bo zaraz padnie pytanie, co teraz robimy. A z drugiej strony dalsze milczenie już mnie męczy i wydaje mi się nie fair. Jak u was wyglądała taka pierwsza rozmowa w domu, zanim mieliście wszystko policzone?