Ugodę podpisałem trochę ponad pół roku temu. Pierwsza rata była dwanaście dni później i do tej pory wszystko płaciłem w terminie. Dopiero teraz wróciłem do jednego punktu, w którym jest krótko napisane, że po sześciu miesiącach ma być przegląd mojej sytuacji. Nie ma ani daty na dosłanie dokumentów, ani informacji, kto ma pierwszy zacząć ten temat. Licząc od podpisania ugody, termin minął w zeszłym tygodniu. Od wierzyciela cisza, nic nie przyszło mailem ani przez panel. Kolejna rata wypada jutro i mam ustawiony przelew na taką samą kwotę jak wcześniej. Nie chcę wysyłać w ciemno sterty papierów, ale z drugiej strony wolę nie obudzić się za miesiąc z informacją, że to ja miałem się zgłosić. Jak to u was wyglądało? Pisaliście sami po tych sześciu miesiącach czy czekaliście, aż wierzyciel się odezwie?