W weekend w końcu wyjąłem papiery z szuflady i trochę mnie to przerosło. Mam pisma z różnych miesięcy, maile, potwierdzenia przelewów, jakieś stare notatki z rozmów i wydruki, których już nawet nie kojarzę. Myślałem, że jak wszystko położę na stole, to będzie jaśniej, a po godzinie miałem większy bałagan niż przedtem. Nie chodzi mi o poradę prawną ani o ustalanie, komu najpierw płacić. Bardziej o ten pierwszy tydzień, kiedy człowiek już wie, że nie może dalej odkładać tematu, ale jeszcze nie ma porządku w dokumentach. Jak to sobie rozpisaliście, żeby nie ugrzęznąć tylko w przekładaniu papierów? Najpierw terminy, potem telefony, czy jakoś inaczej? Mam obawę, że jak wystartuję za ambitnie, to po dwóch wieczorach znowu wszystko wróci do szuflady.