Od kilku tygodni jeżdżę do taty i próbujemy ogarnąć pisma dotyczące jego długów. Wszystko leżało w jednej szufladzie, nowsze rzeczy razem ze starymi, więc na początku miało być tylko sortowanie kopert. Siadaliśmy razem, tata je otwierał, czytał i mówił, co pamięta z danej sprawy. Ostatnio coraz częściej zostawia mi nawet nieotwartą kopertę i mówi: zadzwoń, odpisz, ty lepiej wiesz. Tyle że ja wcale lepiej nie wiem, a po swojej pracy zaczynam drugą zmianę przy jego papierach. Widzę, że te pisma go przygniatają, więc nie chcę po prostu powiedzieć, że od teraz radź sobie sam. Boję się jednak, że jeśli dalej będę wszystko przejmować, tata zupełnie przestanie zaglądać do własnych spraw. Czy pomagaliście tak rodzicowi albo komuś bliskiemu? Jak postawić granicę, żeby nadal pomóc, ale nie zostać osobą od załatwiania wszystkiego?