Mam zgryz z płatnością za transport zboża i nie bardzo wiem, jak to rozegrać, żeby nikogo nie robić w konia. Przewoźnik z okolicy zrobił mi dwa kursy do odbiorcy, znamy się od paru lat i teraz dzwoni, że chciałby mieć zapłatę przed weekendem. Kwota nie jest jakaś kosmiczna, ale w tym samym czasie wypada mi rata ugody i jak zapłacę mu całość, to na ratę zabraknie. Pieniądze za zboże mają wejść za kilka dni, tylko u tego odbiorcy czasem wszystko przesuwa się o dzień albo dwa. Z jednej strony nie chcę zbyć przewoźnika, bo jeszcze będę go potrzebował, a z drugiej boję się ruszyć ugodę. Jak byście to powiedzieli, żeby nie wyszło jak kręcenie?