Mam nieduże gospodarstwo i trochę pieniędzy łapię ze sprzedaży na targu. Raz pójdą ziemniaki, jajka, trochę warzyw, a innym razem człowiek wraca prawie z tym samym, z czym pojechał. Teraz wierzyciel chce ode mnie konkretną propozycję raty i tu się zawieszam. Jak policzę dobry tydzień, to wychodzi kwota, której w słabszym miesiącu raczej nie dowiozę. Jak dam za mało, to boję się, że pomyślą, że kręcę. Jak wy to ustawialiście przy takich drobnych wpływach z gospodarstwa? Lepiej dać niższą stałą ratę i dopłacać po lepszym targu, czy od razu próbować wyżej?