Mam ugodę na prywatny dług i rata wypada mi w środę. Głupio mi z tym, bo normalnie bym zapłacił całość, ale w tym miesiącu skończył mi się bilet miesięczny, a do pracy mam taki dojazd, że bez niego po prostu nie dam rady. Kupiłem bilet, bo inaczej straciłbym kilka zmian, i nagle zabrakło mi kawałka raty. Mogę wpłacić większość teraz, a resztę dopiero w piątek, jak wpadnie przelew za dodatkowe godziny. Nie wiem, czy pisać do wierzyciela już dziś, czy najpierw puścić część i dopiero potem się tłumaczyć. Ktoś miał podobnie z kosztem dojazdu do pracy? Jak to ujęliście, żeby nie brzmiało jak wymówka?